Biebrza odradza sie po wielkim pożarze.
O tym pożarze było głośno w całej Polsce. Wiosną tego roku spłonęło 6 ha Biebrzańskiego Parku Narodowego. Dziś pracownicy Parku mówią, że są umiarkowanymi optymistami, ale nie chcą kwietniowych wydarzeń nazywać „katastrofą”. Dogaszanie pogorzeliska trwało niemal tydzień.
„Nosi cechy umyślnego zaprószenia ognia w kilku miejscach” - tak przyczynę pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym opisał biegły z zakresu pożarnictwa, powołany w śledztwie. Policja wciąż szuka sprawcy bądź sprawców.
Przyjęta kwalifikacja prawna śledztwa to sprowadzenie zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mającego postać pożaru, ale także spowodowanie zniszczeń w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach oraz niszczenie lub istotne zmniejszenie wartości przyrodniczej prawnie chronionego terenu lub obiektu. Dlatego, jak podał prokurator, obok przesłuchań świadków i innych czynności prowadzonych przez policję w celu ustalenia sprawców, prowadzący śledztwo czeka na materiały z parku, dotyczące popożarowej inwentaryzacji przyrodniczej. Chodzi o szkody w przyrodzie, jakie powstały wskutek pożaru w świecie zwierzęcym i roślinnym. Wtedy, niewykluczone, że powołany zostanie biegły z zakresu ochrony środowiska.
Choć w czasie pożaru sytuacja wyglądała dramatycznie, a zdjęcia po dogaszeniu pogorzeliska pokazywały wypalone połacie traf i torfowisk dziś zniszczeń praktycznie nie widać. Przyroda radzi sobie bardzo dobrze. Obecnie jedynym widocznym znakiem tego, co się wydarzyło wiosną, są osmolone pnie drzew. Natomiast korony drzew są zielone, ściółka jest zazieleniona, wszystko wygląda ładnie, trzeba się przyjrzeć, żeby zobaczyć ślady po pożarze. Turyści wracają ze szlaków i często nas pytają, gdzie był ten pożar, bo przeszli kawał drogi i nic nie zauważyli.
Większość dużej zwierzyny zdołała uciec przed ogniem. Było kilka przypadków zaczadzenia, ale żadne zwierzę, z tego, co wiemy, nie ucierpiało od bezpośredniego uszkodzenia związanego z pożarem. Zginęła część drobnych gryzoni tj. ryjówki, karczowniki..
Cały czas teren jest patrolowany. Jest dużo instytucji, które prowadzą badania, monitorują siedliska, owady i skutki całego zdarzenia. Jest kilka uczelni, które dostały zgodę na ekspertyzy po pożarze. Ale prawdziwe straty poznamy nie za tydzień, nie za miesiąc – najszybciej za rok.
Na szczęście był to pożar powierzchniowy. Mógł punktowo pójść po szyjach korzeniowych w głąb. Tak dzieje się często – te drzewa, przez które przeszedł pożar, pierwszego roku jeszcze nie wykazują oznak osłabienia, a później zaczynają wymierać. Nie wiemy, czy tak się nie stanie i tutaj. Nikt nie może powiedzieć, że jest dobrze albo bardzo dobrze. Ale na szczęście nie jest katastrofalnie.
Będą nowe zabezpieczenia przeciwpożarowe?
Tak, choć kierownictwo Parku chce uniknąć budowania dojazdów czy betonowych dróg. Celem jest utrzymać naturalną formę parku, nie ingerować w przyrodę zbyt mocno. Nie jest łatwo, bo działania muszą być prowadzone na obszarze największego parku narodowego w Polsce, najwyższej formy ochrony przyrody, więc trzeba tak dobrać całe zabezpieczenie przeciwpożarowe, żeby nie uszkodzić procesów naturalnych.
Nie byłoby właściwe przecięcie Parku siecią dróg, wież obserwacyjnych, bo wtedy teren straci swoją dzikość. Nie można chronić siedlisk rzadkich i płochliwych ptaków, jednocześnie robiąc drogę przez tereny, które zasiedlają.





